środa, 22 lipca 2026

087. Legenda Montes de Oca


Już w pierwszej połowie X wieku przez Półwysep Iberyjski zaczęli wędrować pierwsi pielgrzymi zza Pirenejów. Szli śladem zachowanej w dużych fragmentach, dawnej rzymskiej drogi Ab Asturica Burdigalm, która w tym czasie była jedynym szlakiem ze wschodu na zachód, w kierunku Locus Sancti Jacobi, jak wówczas nazywała się osada powstała wokół grobu świętego Jakuba, z której później rozrosłą się do wielkiego miasta o nazwie Santiago de Compostela. Tereny wokół tej drogi były w większości niezamieszkałe, bo niedanym wyparciu z tego regionu najeźdźców muzułmańskich, a tworzące się tam państwa chrześcijańskie Kastylii, Leon i Navarry zaczynały dopiero ponowne ich zasiedlanie. 

kolor czerwony - drogi rzymskie zbudowane I-III wiek n.e.,
kolor żółty - drogi wybudowane w XI-XII wieku

Wędrowali od Pamplony głównie dolinami rzek, z dala od położonych na bardziej na południe terenów zajętych przez muzułmanów szerokiej doliny Rio Ebro. Wiosną i jesienią kierunek marszu wskazywały im klucze przelatujących dzikich gęsi, a nocą w lecie wielki gwiazdozbiór Mlecznej Drogi. Tak docierali  do podnóża gór  Montes de Oca, będących północno-zachodnim krańcem masywu Sierra de la Demanda i do ruin do dawnej rzymskiej osady Auca Autrigona, w której do VIII wieku znajdowała się siedziba biskupstwa Auca, założonego, jak przekazuje tradycja, w I wieku naszej ery przez San Idelfonso, jednego z Siedmiu Mężów Apostolskich, uczniów i towarzyszy świętego Jakuba Starszego Apostoła. Istnienie tego biskupstwa potwierdzają dokumenty III Soboru Toledańskiego z 589 roku, w których wymieniany jest biskup Auca Asteriusz. Siedziba biskupstwa powróciła do Auca w połowie X wieku, kiedy w trakcie trwającej rekonkwisty granica miedzy Kalifatem Kordoby w królestwami Leon i Navarry ustaliła się w masywie Cordillera Cantabrica.

Kiedy z królestwa Leon odłączyło się nowe państwo o nazwie królestwo Kastylii siedzibę biskupa przeniesiono z Auca do Gamonal, a w 1095 roku do  stolicy królestwo w nowo założonym mieście Burgos, i w 1095 roku, łącząc w jedną diecezję kilka istniejących do tej pory kilka niewielkich diecezji.

W tym czasie pojawia się po raz pierwszy określenie Montes de Oca, dla gór położonych na zachód od Auca, co oznacza w języku kastylijskim Gęsie Góry, Rio de Oca - Rzeka Gęsi,  a dla  położonej u ich podnóża miejscowości Oca, czyli Gęś, będąca nazwą białej gęsi wędrownej. Legenda przypisuje tą zmianę pielgrzym, którzy nazywali drogę swojej wędrówki Camino de las Ocas, ale językoznawcy podchodzą do tego sceptycznie, podając jako bardzie prawdopodobne tłumaczenie na język kastylijski od  rzymskiej a potem średniowiecznej nazwy miejscowości Auca, która w języku łacińskim oznacza ptaka. Można dodać, że gęś to też ptak, wiec chyba obie strony mają swoje racje.

W oficjalnych dokumentach kościelnych nadal używana jest łacińska nazwa Auca,  Dioecesis Aucensis i Episcopus Aucae.

Kilkanaści lat później Auca, już jako Oca, została zniszczone w wojnie między władcą Aragonii Alfonsem I Batalador a jego żoną Doną Urracą, królową Kastylii, Leonu i Galicji,  ale z racji starożytnego jej pochodzenia pozostała tytularna funkcja biskupa Auca, która istnieje do dzisiaj. Jej tytularnym biskupem w latach 1992-1997 był arcybiskup Jorge Mario Bergoglio, późniejszy papież Franciszek I, a od 1997 roku biskup Mieczysław Cisło z Diecezji Lubelskiej.

Na terenach opustoszałych po licznych wojnach, na mocy przywileju królewskiego, zaczęli osiedlać się nowi przybysze, głównie z Francji, nadając nowej miejscowości nazwę Vilafranca Montes de Oca, tworząc też przystanek dla pielgrzymów przed wejściem w owiany złą sławą masyw Montes de Oca, będący  jednym z najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych odcinków wszystkich szlaków jakubowych. W pierwszym przypadku ze względu na wielkie różnice wysokości, brak wygodnych dróg oraz niebezpieczny w czasie deszczów kanion Rio Oca, a także pokrywającą teren gęstą i dziką roślinnością, a w drugim z powodu plagi wszelkiego rodzaju robactwa, groźnej zwierzyny, napadu ze strony bandytów, osób wyjętych spod prawa i banitów ukrywających się na bezludnych terenach położonych na dawnej granicy pomiędzy królestwami Nawarry i Kastylii.

Aby złagodzić taką sytuację w Villafranca de Montes de Oca z nadania królewskiego zbudowano szpital San Antonio Abad, nazywany też de la Reina, który w tamtych czasach był jednym z najwspanialszych na Camino i który do dzisiaj służy pielgrzymom, a w połowie starej, pierwotnej drogi, przy źródło nazwanym Valdefuentes, zbudowany został niewielki hospital z kaplicą pod wezwaniem św. Jakuba, która zachowała się do dzisiaj. 

Stąd rozpoczynało się zejście z masywu w kierunku doliny Atapuerca, pokrytej stawami i bagnami, będącymi miejscem odpoczynku „ptasich przewodników” za których powietrznym śladem podążali pielgrzymi.  


Droga San Juan de Ortega

W pierwszej połowie XII wieku osiadł w tych  górach  Juan de Quintanaortuño, uczeń świętego  Dominika de la Calzada, wielkiego budowniczego, a dla pokreślenia dzikości miejsca, jakie wybrał dla siebie, otrzymał przydomek Ortega, czyli Pokrzywa. Kontynuując rozpoczęte przez swojego mistrza dzieło pomocy pielgrzymom, zbudował most przez Rio Oca i nową drogę omijającą kanion tej rzeki, 

prowadząc ją obok źródła Mojapán, położonego na wysokości 1085 m, na wschodnim stoku góry Valbuena, które bardzo szybko stało się miejscem o szczególnym znaczeniu dla pielgrzymów. 

Na tej trudnej drodze przez Montes de Oca, na jej dwunastym kilometrze, obok swojej pustelni rozpoczął budowę klasztoru i szpitala dla pielgrzmów, który potem otrzymał jego imię - San Juan de Ortega. 


Legenda źródła Mojapán

Położone  niespełna 2 kilometry z Villafranca ,na mozolnym podejściu na Alto de la Pedraja, de Montes de Oca i na 526 km od Santiago de Compostela, było kiedyś jednym z najsłynniejszych źródeł na szlaku Camino Frances, dzięki swojej niepowtarzalnej i przyjaznej nazwie, która znaczy „Mokry chleb”. 

Zgodnie z  tradycją i powstałym z biegiem czasu rytuałem, pielgrzymi nieśli ze sobą suche skórki chleba, aby podczas odpoczynku przy tym źródle odzyskać siły, pijąc i jedząc stwardniałe skórki chleba, zmiękczone przez zanurzenie ich w źródlanej wodzie. Zwyczaj ten, bardzo oczywisty i prawdziwy, ma swoje początki w średniowiecznej legendzie. 

Przekazuje ona, że w Villafranca de Montes de Oca nocowała grupa pielgrzymów . Nosili ze sobą wspólną torbę ze skórkami suchego chleba jako jedyne pożywienie. Rano odkryli jednak, że brakuje torby i jednego z nich. Wyszli go szukać i znaleźli go przy fontannie Mojapán . Był wyczerpany i zakrztusił się dużą kulą chleba, która uformowała mu się w ustach, gdy próbował wyjaśnić, skąd wzięła się skradziona skórka. Zdarzyło się, że próbował je zmiękczyć w wodzie źródła, ale ono nagle wyschła. Zmiażdżył część chleba i zjadał powstałe w ten sposób drobne okruszki, aż w ustach uformowały się w kulkę, która go dusiła. Zamiast walnąć go w plecy i w tyłek, by odblokować przełyk, a potem odpowiednio ukarać, towarzysze zwrócić się o pomoc do Apostoła Jakuba i w tym samym momencie woda ze źródła znów zaczęła płynąć.

Cud świętego Jakuba

Wśród opowieści, które czynią góry Oca wyjątkową przestrzenią wyróżnia się spisany przez papieża Kaliksta cud dokonany za wstawiennictwem świętego Jakuba, umieszczony w rozdziale III w II księdze Codexu Calixtinus:

„W roku tysiąc sto ósmym po wcieleniu naszego Pana, w ziemi francuskiej pewien mężczyzna, jak to zazwyczaj bywa, wziął sobie żonę zgodnie z prawem z nadzieją na potomstwo. Ale po długim życiu razem, jego nadzieje się nie spełniły z powodu jego grzechów. Ubolewając dogłębnie nad tym, ponieważ brakowało mu naturalnego dziedzica, zdecydował udać się do Jakuba i głośno prosić go o syna. Cóż więcej? Bez zwlekania udał się do jego grobu. I prosząc tam w jego obecności, szlochając, wylewając łzy i błagając z całego serca, zdołał zasłużyć na to, o co prosił boskiego Apostoła. Tak więc, jak to bywa zazwyczaj, po zakończeniu modlitw i po uproszeniu pozwolenia u Jakuba, wrócił do swojej ojczyzny cały i zdrów. Gdy odpoczął trzy dni i zmówił modlitwy, zbliżył się do swojej żony. A ona brzemienna po tym złączeniu, gdy upłynęły owe miesiące dała mu syna, któremu, pełen radości, nadał imię Apostoła.

Następnie, gdy ów urósł, osiągnął wiek piętnastu lat, ruszył w drogę świętego Apostoła ze swoim ojcem, ze swoją matką i z kilkoma krewnymi, i gdy dotarł zdrów do gór zwanych Oca i, zaatakowany ciężką chorobą, wyzionął ducha. Jego rodzice, którym zmysł odebrało z powodu jego śmierci, wypełnili swoimi skargami i lamentami, jak nawiedzeni, całą górę i wioski. Ale matka wykrzyknęła w większym cierpieniu, w którym i tak już utraciła poznanie, zwracając się do Jakuba takimi słowami: wspaniały Jakubie, któremu Pan dał taką moc, by dać mi syna, zwróć mi go teraz. Zwróć mi go, mówię, bo możesz; bo jeśli tego nie uczynisz, zabiję się natychmiast lub każę się pogrzebać żywcem razem z nim. Tak więc, gdy wszyscy byli obecni, czyniąc egzekwie syna i gdy już nieśli go do grobu, dzięki współczuciu Boga i prośbom wspaniałego Jakuba obudził się jak z głębokiego snu.

Wobec tak wielkiego cudu, wszyscy obecni pochwalili Boga ciesząc się ogromnie. Wtedy syn przywrócony do życia zaczął opowiadać wszystkim, w jaki sposób Jakub przyjął na łonie lub na wieczny odpoczynek jego ducha, który opuścił ciało pomiędzy późnym piątkowym rankiem aż do późnego sobotniego popołudnia i przywrócił go do ciała z nakazu Pana, i wyprowadzając go z pogrzebu za prawe ramię nakazał mu, by natychmiast ruszył w drogę jakobińską ze swymi rodzicami. I opowiadał jak wspaniałe wydawało mu się to niebiańskie życie a to obecne jest marne. W końcu poszedł ze swymi rodzicami do groby Jakuba. I cóż więcej? Oddał się czcigodnemu ołtarzowi tego, za pomocą rozkazów którego został stworzony. To zostało uczynione przez Pana i jest wspaniałe dla naszych oczu.

Jest rzeczą nową i nigdy nie słyszaną, żeby martwy wskrzeszał innego martwego. Święty Marcin, gdy jeszcze żył, i nasz Pan Jezus Chrystus wskrzesili trzech martwych; ale Jakub, sam martwy, wrócił martwego do życia. Ale ktoś mógłby mieć zastrzeżenia: Jeśli nasz Pan i święty Marcin, jak czytamy, nikogo nie wskrzesili po swej śmierci, jedynie wcześniej - trzech martwych, wynika z tego, więc, że martwy nie może wskrzesić martwego. Ale żyjący, który to mówi, konkluduje tak: Jeśli martwy nie może wskrzesić martwego, wynika z tego, że wspaniały Jakub, który wskrzesił martwego, żyje z pewnością u Boga. I z tego wynika, że przed i po śmierci, jakikolwiek święty dzięki darowi bożemu może wskrzesić martwego. "Kto we mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, które ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni."3 (Jan 14,12). I w innym miejscu: "Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Marek 9,22)4, mówi Pan, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.”

Czarownice z Montes de Oca

Miejscowi starsi ludzie przestrzegają, żeby nie wędrować przez te góry nocą, bo dzieją się tam różne dziwne rzeczy. Była jednak grupa miejscowych młodych ludzi, którzy nie wierzyli przestrogom starszych, ale postanowili wykorzystać je. Zaczęli przebierać się za czarownice, aby pielgrzymów przechodzących drogą przez Montes de Oca  straszyć tak bardzo, żeby aura tajemnicy i strachu otaczająca to przejście rozniosła się wśród wędrowców. Potem w gospodzie, po każdym takim występie, wybuchając śmiechem przy wypijanych kieliszkach wina, chwalili się swoimi „wyczynami”, uważając je za zabawne. 


Pewnego dnia po wieczór, pewni swojej siły i pomysłowości, zobaczyli wysokiego, szczupłego samotnego pielgrzyma. Powtarzając sprawdzony wcześniej rytuał, młodzi ludzie nagle wyskoczyli zza drzew, krzycząc i bijąc miotłami biednego pielgrzyma, który okazał się być kobietą, która na dodatek nie okazywała żadnych oznak strachu, zachowując spokój i beznamiętność. Próbowali ją zastraszyć głośniej krzycząc oraz wykrzykując przekleństwa i obelgi. W pewnym momencie kobieta odwróciła się w ich stronę z mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, które z pewnością nie wyrażało strachu przed tym, co miała ona wycierpieć, ale realne groźby; bo w rzeczywistości była prawdziwą czarownicą. Natychmiast wzbiła się w powietrze i przeleciał nad ich głowami. Młodych ludzi ogarnął strach, odrzucili daleko miotły i śmiertelnie przestraszeni uciekli. Mówi się, że od tego dnia ze strachu, jakiego doświadczyli, nie przestali uciekać przed każdym nieznajomym, a podróż przez Montes de Oca znów stała się pogodna i spokojna. 

Fosa Monte de La Pedraja

Masyw Montes de Oca nosi w sobie tez ślady tragicznych zdarzeń. Na Alto de La Pedraja, pomiędzy Villafranca Montes de Oca i San Juan de Ortega, znajduje się kamienna stela.  Jest zwieńczony przedstawieniem gołębicy, a po drugiej stronie tablica z napisem „La Palomba de la Pace” - Gołąb Pokoju. Rok 1936, która jest na niej uwidoczniony, mówi sam za siebie.

Kilkadziesiąt metrów od obelisku, w sosnowym lesie, znajduje się Fosa Monte de La Pedraja, zbiorowy grób 104 osób, którzy, jak wielu innych pochowanych w mogiłach z tego okresu w tym kraju. Do niedawna byli bezimienni i dopiero ekshumacja przeprowadzona w sierpniu 2010 pozwoliła ustalić ich tożsamość.